Ekonomia polityczna sportu

Krótkie krycie
Mikus Dariusz JanOd czasów Rzymu lud pragnie chleba i igrzysk - czytaj: jedzenia w McDonaldzie oraz Stadionu Narodowego czy krytych pływalni - co jest w naturalny sposób utrapieniem możnych tego świata.
Jak wielkim utrapieniem, przekonać się mogłem osobiście, obserwując szturm plutonu prewencji w obronie bram wjazdowych do Ministerstwa Sportu czy słuchając opowieści Waldemara Holanowskiego, przedsiębiorcy budującego w Mińsku obiekty rekreacyjno-sportowe.
W konsekwencji obietnic - a te składane były podczas obficie okraszonej gruszkami na wierzbie kampanii wyborczej - ówczesna minister sportu, Elżbieta Jakubiak, musiała wylegitymować się przed elektoratem efektowną przebitką. W ramach licytacji przed sejmowym rozdaniem pani minister obiecała kupcom bazarowym szlema, czyli zadeklarowała rozwiązanie wszelkich problemów związanych z przeprowadzką handlarzy, wymuszoną decyzją o budowie Stadionu Narodowego na koronie Stadionu X-lecia.
Układ był wyjątkowo czytelny. Euro 2012 chce cały naród, a żeby mistrzostwa Europy odbyły się w Polsce, to potrzebny jest stadion w stolicy, a żeby był stadion, to potrzeba z korony tej ruiny, tzw. obiektu sportowego, wyprowadzić kupców. Jakubiak obiecała - jak twierdzili opowiadający mi o historii konfliktu, oblegający Ministerstwo Sportu, kupcy bazarowi - ktoś „tylko” zapomniał czegoś podpisać i wprowadzić stosowne ustalenia w życie jeszcze za czasów poprzedniej ekipy rzadzącej.
Zdesperowani kupcy zwrócili się do aktualnego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego z apelem o umożliwienie im przeniesienia handlu na ul. Radzymińską, bo taką lokalizację obiecała im była minister sportu Elżbieta Jakubiak. Ten zaś uważa, że resort nie odpowiada za budowanie targowisk czy hal kupieckich, a kupcy powinni w pierwszej kolejności porozumieć się między sobą, a następnie prowadzić rozmowy m.in. z władzami miasta i wojewodą mazowieckim. Kiedy przelała się czara goryczy, doszło do zablokowania ulicy Senatorskiej i bramy wjazdowej do ministerstwa. Gdy wezwania policji nie przyniosły skutku, doszło do przepychanek z funkcjonariuszami, kilka osób upadło i zrobiła się totalna chryja.
W efekcie nie uzyskano sensownego porozumienia, a w świat poszła wiadomość, że nie potrafimy sobie poradzić z problemami organizacyjnymi Euro 2012 już na poziomie uporządkowania placu pod budowę...
Inny ciekawy casus opowiedział Waldemar Holanowski - w cywilu szef firmy budowlanej „Holma”, zajmującej się budowaniem obiektów sportowych w Mińsku Mazowieckim. Przedsiębiorca podpisując z miastem umowę na budowę lodowiska i basenu, nie wziął pod uwagę nieprzewidywalnego wówczas boomu budowlanego. Tego, że teraz wszyscy chcą się budować, a polscy budowlańcy chcą pracować tylko w Anglii i Irlandii. Holanowski postawił już lodowisko, ale otwarcie stawia sprawę, że uczynił to z niemal trzymilionową stratą(!!).
Żeby było ciekawiej, pieniędzy tych wcale od miasta nie chce - chce tylko renegocjować dotychczasową umowę, tak aby na dokończenie inwestycji dostosować cenniki do realiów polskiego rynku. Problem w tym, że jeśli nie dojdzie do ugody, to firma budowlana będzie musiała zbankrutować, przez co miasto też straci, bowiem kolejny kontrahent z pewnością postawi poprzeczkę cenową co najmniej na poziomie „Holmy” - do czego dojdą jeszcze dodatkowe koszty przejęcia infrastruktury budowy, nowej organizacji pracy etc., etc. Ponoć wola porozumienia z obu stron jest - oby tylko do niego doszło!
W czym więc problem? Ano w podejściu do tematu pieniędzy i inwestycji w polskim sporcie.
Dobrze będzie, jeśli strony w lokalnych sporach i problemach związanych z inwestycjami sportowymi w sensowny i wzajemnie korzystny sposób podejdą do problemów renegocjacji umów, które są stale weryfikowane przez czas. Musimy się dorobić - szczególnie teraz, przed rozpoczęciem przygotowań do światowej rangi imprezy sportowej - elastycznego i konsekwentnego działania dla osiągnięcia końcowego sukcesu.
Dlatego też żywię nadzieję, że zarówno minister Mirosław Drzewiecki, jak i burmistrz Mińska, Zbigniew Grzesiak, wzbiją się ponad podziały i będą konsekwentnie działali na rzecz końcowego sukcesu. W kontekście rozpoczętych przygotowań do Euro 2012 i rozpoczęcia budowy wielu stadionów i kompleksów sportowych wypracowanie takich racjonalnych standardów jest konieczne.
Leo Beenhakker powiedział kiedyś, że problemem Polaków jest to, że zawsze widzą szklankę do połowy pustą, a nie do połowy pełną... Zróbmy coś, aby nasz holenderski idol nie do końca miał rację - niech minister z PO pomoże kupcom, mimo że będzie kontynuować niezbyt fortunne prace poprzedniczki z PiS, a burmistrz Mińska niech podejmie dialog i porozumie się z wykonawcą, bo może gdzieś w jego mieście już teraz rośnie jakaś mała Jędrzejczak czy mały Korzeniowski. Zobaczmy ten basen... do połowy pełny!!
Dariusz Jan Mikus
Tygodnik Kibica nr 7 • dodano 12-02-2008r. przez darek