strona głównao tygodnikuredakcjaprenumeratakontaktforum

Sabotaż wobec Stadionu Śląskiego

Okienko na świat

Ludwiczek Czesław
Wprawdzie nie wiadomo jeszcze, czy Stadion Śląski w Chorzowie będzie współgospodarzem piłkarskich mistrzostw Europy 2012, ale istnieją ośrodki, które czynią wszystko, aby pozbawić go takiej możliwości. Jednym z nich jest lokalne, śląskie wydanie „Gazety Wyborczej”, które od dłuższego czasu dyskredytuje walory tego obiektu, powtarzając z uporem godnym lepszej sprawy, że należy go wyburzyć, a na jego miejscu zbudować „niepowtarzalny Stadion Sląski”. Ostatnio tezę tę zaprezentował w artykule zatytułowanym „Dach nad Śląskim to reanimowanie trupa” Waldemar Szymczyk. Dziwne to o tyle, że autor ten jest zupełnienie nieznany w środowisku dziennikarstwa sportowego, a i w kręgu poważnych autorów piszących o architekturze trudno byłoby go szukać. Mimo to z ogromną pewnością siebie peroruje na temat stadionu, przy czym czyni to z pogardą dla faktów lub w najlepszym przypadku – mijając się z prawdą. Oto na przykład autor ów stwierdza, że Stadion Ślaski przegrał wyścig o Euro 2012 już na etapie zgłaszania ofert, bo nasza była najgorsza, a to z tego względu, że marszałek, wojewoda, prezydenci miast zlekceważyli sprawę i jedynie w UM w Chorzowie siłami jednego urzędnika przygotowywano ofertę. Otóż gdyby człowiek ten chciał sprawdzić fakty, to dowiedziałby się, że w Urzędzie Marszałkowskim w kilku wydziałach pracowały nad tym problemem całe sztaby ludzi, a odpowiednie materiały tyczące się stadionu, dróg, transportu, hoteli i w ogóle całej infrastruktury przesyłano drogą elektroniczną do Warszawy na serwer firmy pośredniczącej w przygotowaniu całościowej oferty, zarówno stamtąd, jak i z Chorzowa oraz z Zakładu Projektowania i Wdrożeń TB w Katowicach, chociaż nie ma pewności, czy komitet oceniający oferty poszczególnych miast miał całościową ofertę katowicko-chorzowską, i to bynajmniej nie z winy Śląska. Jedno jest natomiast pewne, to mianowicie, że podczas prezentacji polskiej oferty w Cardiff posłużono się animacją komputerową Stadionu Śląskiego, nie wymieniając zresztą jego nazwy. To wszakże nie ma już teraz żadnego znaczenia, ale autorowi służy do uzasadnienia twierdzenia, że nie ma się co ubiegać o przyznanie nam meczów Euro, bo i tak nie warto wydawać pieniędzy na dokończenie obiektu, ponieważ po wybudowaniu stadionów w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu i Gdańsku „nasz będzie przestarzały, archaiczny i niefunkcjonalny”. Wydawałoby się, że tak mocne konstatacje dziennikarz zechce w jakiś sposób uzasadnić. Tymczasem ową tezę podpiera jedynie wypowiedzią fikcyjnego internauty, że trudno mu dostrzec piłkę z trybuny. Otóż warto wiedzieć, że Stadion Śląski ma normalne parametry dla stadionów dwufunkcyjnych tj. takich, na których urządza się nie tylko mecze piłkarskie. Posiada on normatywny zasięg widzenia mieszczący się w tzw. „kole dobrego widzenia”, którego granice wyznacza okręg o promieniu 127 m i środku w centralnym punkcie boiska. Natomiast odległość z miejsc przy koronie widowni do najdalszych punktów boiska nie przekracza 190 m. Na MŚ 2006 w Niemczech były trzy stadiony o takich parametrach. Ale przecież buduje się obiekty i o większych zasięgach widoczności. Na Nowym Wembley ów promień do najdalszego punktu na boisku wynosi blisko 220 metrów. Kontynuując swoje założenie o nieprzydatności Stadionu Śląskiego, ów dziennikarz stwierdza, że „budowa dachu nad trybunami, gdzie panuje całkowity chaos architektoniczny (część sektorów pochodzi z lat 50., część z 90.), mija się z celem”. Obawiam się, że autor artykułu znów przesadził, bo ze starego stadionu zbudowanego w latach 50. pozostała tylko zewnętrzna linia obrysu areny. Faktem jest, że część zachodnia trybun otrzymała krzywoliniowy profil widoczności, jak pierwotna, ale na solidnej bazie, bowiem wał ziemny, na którym została usadowiona, pokryty został fałdową płytą żelbetową, a całej powierzchni zapewniono pełne odprowadzenie wód deszczowych poprzez system powierzchniowych kanalików i wpustów powiązanych z kolektorami. Powyższy system zastosowany został ze względów ekonomicznych, bo za 31 mln złotych uzyskano 32 tys. miejsc siedzących. Trybuna wchodnia to monolityczna konstrukcja żelbetowa o charakterze balkonowym. W sumie obie części tworzą zamknięty owal korony stadionu i dają efekt skończonej widowni. Dlaczego nad takim stadionem nie można zbudować zharmonizowanego z nim dachu? Dziennikarz „Wyborczej” wie jednak lepiej, a w jego mniemaniu utwierdza go pewien architekt, który powiada, że „zamiast reanimować trupa, zbudujmy nowy, niepowtarzalny Stadion Śląski.... stadion, którego świat nie widział”. Gdyby ów architekt miał coś wspólnego z projektowaniem obiektów sportowych, zwłaszcza tak dużych jak Stadion Śląski, można by się ewentualnie nad tym zastanawiać, ale jeśli projektuje domki jednorodzinne, chociażby najlepsze w świecie, to idiotyczne słowa o „niepowtarzalności stadionu, którego świat nie widział” można potraktować jedynie z przymrużeniem oka. W sumie twierdzenia dziennikarza i architekta, którzy w ten niewybredny sposób próbują lansować swoje nazwiska, wyglądają na sabotaż, dywersję, działania szkodliwe dla stadionu i dla Śląska. Obu panom, a także wszystkim zainteresowanym problematyką Stadionu Śląskiego, polecamy artykuły na jego temat w kwartalniku „Architektura & Sport” (nr 1-2/2006) i w dwumiesięczniku o infrastrukturze sportowej i rekreacyjnej „Sport plus” (nr 1, styczeń 2008). W tym drugim zwłaszcza znajduje się kilka pozycji na ten temat, w tym i wypowiedź Adama Godlewskiego, że inaugurację Euro 2012 należałoby przenieść na Stadion Śląski. Czesław Ludwiczek
Tygodnik Kibica nr 8 • dodano 19-02-2008r. przez darek
© 2007 Tygodnik Kibica Wszystkie prawa zastrzeżone.
Liczba odwiedzin:917326